Nie
mogłem oderwać wzroku od młodego. Był tak bardzo podobny
do...mnie. Tak, teraz zaczynam wszystko rozumieć. Tylko, że jeżeli
wtedy, po finale Mistrzostw Świata w RPA doszło do TEGO i jest moim
synem...czemu ma aż siedemnaście miesięcy. Obliczyłem wszystko,
to jeszcze potrafię zrobić dobrze i wyszło mi, że powinien mieć
czternaście miesięcy max. To wszystko było dla mnie dziwne, jednak
Frankie był na tyle żywym dzieckiem, że nie mogłem go ani na
chwilę zostawić samego.
Kiedy jaśnie pan Ramos wyszedł z łazienki zdziwił się widokiem blondasa.
- Ukradłeś? - powiedział rozbawiony, poprawiając swoje spodenki.
- Zaopiekowałem się – mruknąłem z irytacją – Powiedziałem Danieli, że i ty mi pomożesz dlatego pilnuj go a ja szybko się wykąpię.
- Ej, miałem inne plany! - rzucił z wyrzutem.
- Chwila. Kwadrans i jestem – westchnąłem, znikając za drzwiami łazienki.
Obawiałem się, że przez ten kwadrans coś na robią i okazało się, że tak było. Frankie zalał mój laptop piciem a Ramos ganiał jak kot z pęcherzem próbując coś zdziałać.
- Zostaw go i tak kupuję nowy – odezwałem się, a Ramos podskoczył przestraszony.
- Wiesz, ten młody ma więcej energii niż moja siostrzenica. Nie nadążam za nim!
- Przypomina mi kogoś – mruknąłem, bardziej do siebie niż do niego – Zresztą, nie ważne. Wezmę go na spacer, wybiega się, może trochę stonuje.
- Ale z ciebie ojczulek – zażartował Sergio.
- Dla Danieli wszystko – palnąłem od tak, w towarzystwie Frankie'go opuszczając pokój.
Kiedy jaśnie pan Ramos wyszedł z łazienki zdziwił się widokiem blondasa.
- Ukradłeś? - powiedział rozbawiony, poprawiając swoje spodenki.
- Zaopiekowałem się – mruknąłem z irytacją – Powiedziałem Danieli, że i ty mi pomożesz dlatego pilnuj go a ja szybko się wykąpię.
- Ej, miałem inne plany! - rzucił z wyrzutem.
- Chwila. Kwadrans i jestem – westchnąłem, znikając za drzwiami łazienki.
Obawiałem się, że przez ten kwadrans coś na robią i okazało się, że tak było. Frankie zalał mój laptop piciem a Ramos ganiał jak kot z pęcherzem próbując coś zdziałać.
- Zostaw go i tak kupuję nowy – odezwałem się, a Ramos podskoczył przestraszony.
- Wiesz, ten młody ma więcej energii niż moja siostrzenica. Nie nadążam za nim!
- Przypomina mi kogoś – mruknąłem, bardziej do siebie niż do niego – Zresztą, nie ważne. Wezmę go na spacer, wybiega się, może trochę stonuje.
- Ale z ciebie ojczulek – zażartował Sergio.
- Dla Danieli wszystko – palnąłem od tak, w towarzystwie Frankie'go opuszczając pokój.
~**~
Ni
jak nie mogłam skupić się na pracy. W głowie miałam tylko fakt,
że mój syn jest w towarzystwie Fernando i miałam nadzieje, że się
jeszcze nie pozabijali albo co gorsza Fernando nie zdębiał i
podrzucił go komuś.
Podniosłam się od biurka, by wyprostować kości i chwilę odetchnąć. Podeszłam do okna a cudowny widok za nim urzekł mnie i moje serce. Fernando szedł za rączkę z moim synkiem, który opowiadał mu w swoim, dziecięcym języku a ten z przejęciem go słuchał. W jednej chwili zamarzyłam by było tak co dziennie i by Franek mógł opierać się na swoim ojcu tak jak ja mogę na swoim. Tylko czy Fernando by chciał? Przez siedemnaście miesięcy nie wiedział o istnieniu Franka a teraz? Teraz wszystko się zmieniło. Wie. Ale czy wie, że to jego syn?
W jednej chwili postanowiłam im potowarzyszyć. Z szybkością światła opuściłam gabinet, wychodząc na zewnątrz i doganiając ich.
- Widzę, że się dogadujecie – zagadnęłam, dorównując im kroku.
- Tak, Frankie z przejęciem opowiada mi...o czymś na pewno ciekawym – na twarz piegusa wpełzł wesoły uśmiech. Odwzajemniłam go.
- Tak, Franco uwielbia dużo gadać. Czasami wychodzą mu ciekawe słowa czy to po hiszpańsku czy polsku – ze skrępowaniem włożyłam ręce do kieszeni spodni, wystawiając twarz do słońca.
- Cudowny chłopiec. Tylko trochę energiczny. Aż za bardzo. Zostawiłem go na piętnaście minut z Sergio a ten o mało nie zszedł – zaśmiał się Fernando.
- Niestety trzeba mieć oko na Franka. Kiedy nie ma stałego zajęcia, ciężko go upilnować. Wiele razy mi coś nabroił.
- Dani, chciałbym się Ciebie o coś zapytać – oho, chyba nawet wiem o co. Boże, jak ja mam mu to wyjaśnić? Jednak naszą rozmowę przerwały znajome głosy, które dochodziły zza naszych pleców. Dobrze znałam te głosy. Odwróciłam się energicznie widząc nikogo innego jak wielkich nieobecnych tych mistrzostw – Villę i Puyola.
- Pani prezes, pokoje chcemy! - zawołał rozochocony David, na co ja się zaśmiałam.
- Jak dla was podwójna stawka! - odpowiedziałam im, wspólnie z Nando i Frankiem kierując się w ich stronę.
- Myślałem, że podwójnie zejdziesz z ceny – podrapał się po głowie Hiszpan, zaś Puyol namiętnie szukał coś w swojej torbie.
- Nie dla was– uśmiechnęłam się zadziornie – Chodź tu Villa, przywitaj się – wyciągnęłam ręce w jego kierunku a ten wziął mnie w swoje objęcia.
- O i jest nasz mały Bednarek – zawołał wypuszczając mnie z objęć, zaś w tej chwili porwał w nie mojego syna.
- Chyba zapomniałem suszarki – westchnął Puyol na co my zareagowaliśmy śmiechem.
- Pożyczę Ci swoją – uśmiechnęłam się do loczka.
Po powitaniu i krótkiej rozmowie z chłopakami wydałam im klucze do pokoi i wspólnie z Frankiem postanowiliśmy wrócić do domu. Piłkarze udali się na trening a ja miałam ochotę trochę odpocząć. Mój syn ni jak nie chciał puścić Fernando, z którym udał się na spacer, który przerwał przyjazd chłopaków. Wpakowałam piłkarzowi w ręce wózek by nie musiał w razie czego go dźwigać.
Z westchnieniem opadłam na kanapę znajdującą się w pokoju Franco. Byłam tak zmęczona, że nie zorientowałam się, kiedy zasnęłam. Mój przyjemny sen przerwał krzyk Gerarda i Fabregasa, którzy byli w tym rejonie. Moim rejonie. Podniosłam się niechętnie z kanapy, wchodząc do gabinetu, gdzie obaj piłkarze z radością oglądali coś w internecie.
- Co wy tu robicie? - spytałam, opierając się o framugę drzwi, spoglądając na nich wyczekująco.
- Ja wiem, kto jest ojcem Frankie'go! - palnął Cesc a mnie zmroziło – Spokojnie, sam się domyśliłem. Jak zobaczyłem młodego w łapskach Fernando...kobieto, ja wiem czemu on taki nieogarnięty jest. To tylko i wyłącznie gen Torresów tak działa – mądrzył się piłkarz, a ja miałam ochotę kopnąć go w czułe miejsce.
- Tylko nie biegaj i nie rozpowiadaj wszystkim. Wystarczy, że wy wiecie – podeszłam do nich, zbierając porozrzucane papiery do kupy.
- Masz to jak w banku. Nic a nic, cisza – przystawił palca wskazującego do ust.
- Cesc, chodź idziemy na trening – mruknął Gerard, klepiąc piłkarza po ramieniu.
- Już? - jęknął niechętnie Fabregas, podnosząc się z krzesła. W drodze do drzwi marudził coś pod nosem, a kiedy je otworzył natknął się na Fernando ze śpiącym Frankiem na rękach. Uśmiechnęłam się do nich czule, zaś moi goście byli zaszokowani.
- Idźcie już – ponagliłam ich, na co oni bez słowa opuścili mój gabinet – Długo śpi? - spytałam blondasa, zabierając od niego swojego syna.
- Ledwie opuściliśmy teren hotelu a on już spał – zaśmiał się blondas, zamykając za sobą drzwi.
- Czułam, że tak będzie. Przez całą noc nie spał, to teraz musi nadrobić – odparłam, kładąc syna w jego łóżeczku i wracając do swojego rozmówcy – Zmęczony? Trener mnie zabije, że obarczam Cię pilnowaniem mojego syna.
- Coś ty! Pilnowanie go to dla mnie przyjemność – uśmiechnął się znacząco, wkładając ręce do kieszeni spodenek – Daniela?
- Hm? - rzuciłam mu zdawkowe spojrzenie, nawet nie dostrzegając faktu, jak blisko mnie jest i praktycznie czuję jego zapach. Ten zapach, za którym przez ostatnie dwa lata tak bardzo tęskniłam. Fernando nie był mi obojętny nigdy. Znaliśmy się wcześniej, a na Mistrzostwach nasza znajomość rozwinęła się, raczej w złym kierunku. Ale gdyby nie to, nie miałabym tak cudownego i wspaniałego syna, poza którym świata nie widzę. Kocham go.
Poczułam jak Piegus dotyka swoją dłonią mojego policzka. Zmusił mnie bym na niego spojrzała. Na jego twarzy pojawił się błogi uśmiech. W jednej chwili zapragnęłam by pocałował mnie tak jak kiedyś. Tęskniłam za jego ustami, dotykiem, uśmiechem i wszystkim co było związane z jego osobą. Nasze twarz dzieliły milimetry, jednak ostre pukanie w drzwi przerwało ten moment.
- Proszę! - zawołałam, odchodząc od Fernando i poprawiając swoją bluzkę.
- Jest u Ciebie Torres? - przez drzwi wychyliła się twarz Ikera.
- Jestem, już idę – warknął rozzłoszczony piłkarz, kierując się w stronę drzwi i opuszczając mój gabinet.
Żeby wyprowadzić Fernando z równowagi, trzeba naprawdę sił i determinacji. Może i piłkarz należy do tych, których przerasta energia ale nikt ani nic nie wyprowadzi go z równowagi by potem tego żałował.
O dziwo z pracą wyrobiłam się przed czasem. Franek spał w najlepsze dlatego stwierdziłam, że nie będę go budziła i sama chwilę odetchnę. Jak miałam cieszyć się obecnością piłkarzy tutaj, którzy są zarazem moimi przyjaciółmi skoro mam tyle pracy i problemów? Marzę, by wrócić do Madrytu, do rodziców i mieć gdzieś to wszystko. Wychować Franka na porządnego mężczyznę i być z niego dumna.
Tylko tyle w tej chwili pragnęłam.
- Mami – usłyszałam wołanie Franka. Uchyliłam powieki, widząc stojącego w łóżeczku blondasa z uśmiechem na ustach.
- Cześć przystojniaku – zaśmiałam się, podchodząc do niego i wyciągnęłam go – Idziemy zobaczyć jak wujek Gerard radzi sobie z piłką?
- Tia! - uradował się, skacząc na moich rękach. Zaśmiałam się wesoło, odrzucając żakiet, który był mi nie potrzebny i wspólnie z Frankiem opuściliśmy gabinet.
Dziś miał się odbyć pierwszy, otwarty dla kibiców trening. Na trybunach roiło się od kibiców i tych najmniejszych ale i tych największych, z radością oglądających swoich idoli. Weszliśmy z Frankiem od strony szatni, by nie pchać się poprzez trybuny. Franco w jednej chwili jakby go napakowali nową ilością energii, wręcz wyskoczył mi z rąk i wybiegł na murawę, przeciskając się między piłkarzami.
- Frankie! - zawołałam za synem, przez co zwróciłam swoją uwagę nie tylko piłkarzy ale trenera i kibiców. Mój syn nie robił sobie nic z tego, że nad jego głową latają piłki a któraś może go w końcu uderzyć, tylko biegł przed siebie aż wpadł w ręce Jordiego.
- Przepraszam za niego. Nie wiem co w niego wstąpiło – odezwałam się po hiszpańsku w kierunku trenera.
- Chyba lubi piłkę. Dobrze, może być wybitnie zdolny – na twarzy del Bosque pojawił się nikły uśmiech – Alba, odstaw dzieciaka tutaj! - zawołał, jednak mój syn był teraz w rękach Casillasa, z którym kopali piłkę. A raczej mój syn stanął na jedenastym metrze przed bramką, mając tą wielką, w porównaniu do jego wzrostu, piłkę przed malutkimi nóżkami. Iker udawał, że będzie bronił i pozwolił mojemu synowi wbić mu bramkę, co spotkało z aplauzem nie tylko od strony piłkarzy ale też ludzi obecnych na trybunach. Cieszyłam się, że Franco może mieć wsparcie wśród tak wspaniałych ludzi jakimi są ci piłkarze. Są dla niego pewnego rodzaju męskim wsparciem, którego nie może dostać ode mnie jako kobiety. To co, że pokażę mu świat piłki nożnej, skoro najlepiej jej filozofię rozumieją mężczyźni. Dziękowałam Bogu, że Frankie może liczyć na Ikera, Gerarda, Cesc'a czy innego piłkarza. Mimo że jest jeszcze dzieckiem, na pewno odczuwa brak ojca, jednak przy piłkarzach, którzy zachowują się jakby to był ich syn ta tęsknota za ojcem jest mniejsza.
- Cudowny jest ten dzieciak – odparował trener, a cały sztab łącznie ze mną spojrzał na niego ze zdziwieniem – No co? Młody ma zadatki na piłkarza – zaczął się tłumaczyć del Bosque.
- Jeszcze raz przepraszam, że Franco wpadł i skradł trochę cennego czasu – odezwałam się, uśmiechając się przepraszająco. W tym samym momencie przede mną stanął Ramos z moim synem na rękach.
- Przyprowadzaj go częściej – obrońca uśmiechnął się do mnie, puszczając mi oczko.
- Tylko i wyłącznie za zgodą trenera, Sergio – odwzajemniłam uśmiech, zabierając Frankie'ego z jego rąk.
- Masz inne zajęcia, Ramos. Wracaj do treningu – odparował trener, na co blondyn posłusznie udał się na murawę.
Podniosłam się od biurka, by wyprostować kości i chwilę odetchnąć. Podeszłam do okna a cudowny widok za nim urzekł mnie i moje serce. Fernando szedł za rączkę z moim synkiem, który opowiadał mu w swoim, dziecięcym języku a ten z przejęciem go słuchał. W jednej chwili zamarzyłam by było tak co dziennie i by Franek mógł opierać się na swoim ojcu tak jak ja mogę na swoim. Tylko czy Fernando by chciał? Przez siedemnaście miesięcy nie wiedział o istnieniu Franka a teraz? Teraz wszystko się zmieniło. Wie. Ale czy wie, że to jego syn?
W jednej chwili postanowiłam im potowarzyszyć. Z szybkością światła opuściłam gabinet, wychodząc na zewnątrz i doganiając ich.
- Widzę, że się dogadujecie – zagadnęłam, dorównując im kroku.
- Tak, Frankie z przejęciem opowiada mi...o czymś na pewno ciekawym – na twarz piegusa wpełzł wesoły uśmiech. Odwzajemniłam go.
- Tak, Franco uwielbia dużo gadać. Czasami wychodzą mu ciekawe słowa czy to po hiszpańsku czy polsku – ze skrępowaniem włożyłam ręce do kieszeni spodni, wystawiając twarz do słońca.
- Cudowny chłopiec. Tylko trochę energiczny. Aż za bardzo. Zostawiłem go na piętnaście minut z Sergio a ten o mało nie zszedł – zaśmiał się Fernando.
- Niestety trzeba mieć oko na Franka. Kiedy nie ma stałego zajęcia, ciężko go upilnować. Wiele razy mi coś nabroił.
- Dani, chciałbym się Ciebie o coś zapytać – oho, chyba nawet wiem o co. Boże, jak ja mam mu to wyjaśnić? Jednak naszą rozmowę przerwały znajome głosy, które dochodziły zza naszych pleców. Dobrze znałam te głosy. Odwróciłam się energicznie widząc nikogo innego jak wielkich nieobecnych tych mistrzostw – Villę i Puyola.
- Pani prezes, pokoje chcemy! - zawołał rozochocony David, na co ja się zaśmiałam.
- Jak dla was podwójna stawka! - odpowiedziałam im, wspólnie z Nando i Frankiem kierując się w ich stronę.
- Myślałem, że podwójnie zejdziesz z ceny – podrapał się po głowie Hiszpan, zaś Puyol namiętnie szukał coś w swojej torbie.
- Nie dla was– uśmiechnęłam się zadziornie – Chodź tu Villa, przywitaj się – wyciągnęłam ręce w jego kierunku a ten wziął mnie w swoje objęcia.
- O i jest nasz mały Bednarek – zawołał wypuszczając mnie z objęć, zaś w tej chwili porwał w nie mojego syna.
- Chyba zapomniałem suszarki – westchnął Puyol na co my zareagowaliśmy śmiechem.
- Pożyczę Ci swoją – uśmiechnęłam się do loczka.
Po powitaniu i krótkiej rozmowie z chłopakami wydałam im klucze do pokoi i wspólnie z Frankiem postanowiliśmy wrócić do domu. Piłkarze udali się na trening a ja miałam ochotę trochę odpocząć. Mój syn ni jak nie chciał puścić Fernando, z którym udał się na spacer, który przerwał przyjazd chłopaków. Wpakowałam piłkarzowi w ręce wózek by nie musiał w razie czego go dźwigać.
Z westchnieniem opadłam na kanapę znajdującą się w pokoju Franco. Byłam tak zmęczona, że nie zorientowałam się, kiedy zasnęłam. Mój przyjemny sen przerwał krzyk Gerarda i Fabregasa, którzy byli w tym rejonie. Moim rejonie. Podniosłam się niechętnie z kanapy, wchodząc do gabinetu, gdzie obaj piłkarze z radością oglądali coś w internecie.
- Co wy tu robicie? - spytałam, opierając się o framugę drzwi, spoglądając na nich wyczekująco.
- Ja wiem, kto jest ojcem Frankie'go! - palnął Cesc a mnie zmroziło – Spokojnie, sam się domyśliłem. Jak zobaczyłem młodego w łapskach Fernando...kobieto, ja wiem czemu on taki nieogarnięty jest. To tylko i wyłącznie gen Torresów tak działa – mądrzył się piłkarz, a ja miałam ochotę kopnąć go w czułe miejsce.
- Tylko nie biegaj i nie rozpowiadaj wszystkim. Wystarczy, że wy wiecie – podeszłam do nich, zbierając porozrzucane papiery do kupy.
- Masz to jak w banku. Nic a nic, cisza – przystawił palca wskazującego do ust.
- Cesc, chodź idziemy na trening – mruknął Gerard, klepiąc piłkarza po ramieniu.
- Już? - jęknął niechętnie Fabregas, podnosząc się z krzesła. W drodze do drzwi marudził coś pod nosem, a kiedy je otworzył natknął się na Fernando ze śpiącym Frankiem na rękach. Uśmiechnęłam się do nich czule, zaś moi goście byli zaszokowani.
- Idźcie już – ponagliłam ich, na co oni bez słowa opuścili mój gabinet – Długo śpi? - spytałam blondasa, zabierając od niego swojego syna.
- Ledwie opuściliśmy teren hotelu a on już spał – zaśmiał się blondas, zamykając za sobą drzwi.
- Czułam, że tak będzie. Przez całą noc nie spał, to teraz musi nadrobić – odparłam, kładąc syna w jego łóżeczku i wracając do swojego rozmówcy – Zmęczony? Trener mnie zabije, że obarczam Cię pilnowaniem mojego syna.
- Coś ty! Pilnowanie go to dla mnie przyjemność – uśmiechnął się znacząco, wkładając ręce do kieszeni spodenek – Daniela?
- Hm? - rzuciłam mu zdawkowe spojrzenie, nawet nie dostrzegając faktu, jak blisko mnie jest i praktycznie czuję jego zapach. Ten zapach, za którym przez ostatnie dwa lata tak bardzo tęskniłam. Fernando nie był mi obojętny nigdy. Znaliśmy się wcześniej, a na Mistrzostwach nasza znajomość rozwinęła się, raczej w złym kierunku. Ale gdyby nie to, nie miałabym tak cudownego i wspaniałego syna, poza którym świata nie widzę. Kocham go.
Poczułam jak Piegus dotyka swoją dłonią mojego policzka. Zmusił mnie bym na niego spojrzała. Na jego twarzy pojawił się błogi uśmiech. W jednej chwili zapragnęłam by pocałował mnie tak jak kiedyś. Tęskniłam za jego ustami, dotykiem, uśmiechem i wszystkim co było związane z jego osobą. Nasze twarz dzieliły milimetry, jednak ostre pukanie w drzwi przerwało ten moment.
- Proszę! - zawołałam, odchodząc od Fernando i poprawiając swoją bluzkę.
- Jest u Ciebie Torres? - przez drzwi wychyliła się twarz Ikera.
- Jestem, już idę – warknął rozzłoszczony piłkarz, kierując się w stronę drzwi i opuszczając mój gabinet.
Żeby wyprowadzić Fernando z równowagi, trzeba naprawdę sił i determinacji. Może i piłkarz należy do tych, których przerasta energia ale nikt ani nic nie wyprowadzi go z równowagi by potem tego żałował.
O dziwo z pracą wyrobiłam się przed czasem. Franek spał w najlepsze dlatego stwierdziłam, że nie będę go budziła i sama chwilę odetchnę. Jak miałam cieszyć się obecnością piłkarzy tutaj, którzy są zarazem moimi przyjaciółmi skoro mam tyle pracy i problemów? Marzę, by wrócić do Madrytu, do rodziców i mieć gdzieś to wszystko. Wychować Franka na porządnego mężczyznę i być z niego dumna.
Tylko tyle w tej chwili pragnęłam.
- Mami – usłyszałam wołanie Franka. Uchyliłam powieki, widząc stojącego w łóżeczku blondasa z uśmiechem na ustach.
- Cześć przystojniaku – zaśmiałam się, podchodząc do niego i wyciągnęłam go – Idziemy zobaczyć jak wujek Gerard radzi sobie z piłką?
- Tia! - uradował się, skacząc na moich rękach. Zaśmiałam się wesoło, odrzucając żakiet, który był mi nie potrzebny i wspólnie z Frankiem opuściliśmy gabinet.
Dziś miał się odbyć pierwszy, otwarty dla kibiców trening. Na trybunach roiło się od kibiców i tych najmniejszych ale i tych największych, z radością oglądających swoich idoli. Weszliśmy z Frankiem od strony szatni, by nie pchać się poprzez trybuny. Franco w jednej chwili jakby go napakowali nową ilością energii, wręcz wyskoczył mi z rąk i wybiegł na murawę, przeciskając się między piłkarzami.
- Frankie! - zawołałam za synem, przez co zwróciłam swoją uwagę nie tylko piłkarzy ale trenera i kibiców. Mój syn nie robił sobie nic z tego, że nad jego głową latają piłki a któraś może go w końcu uderzyć, tylko biegł przed siebie aż wpadł w ręce Jordiego.
- Przepraszam za niego. Nie wiem co w niego wstąpiło – odezwałam się po hiszpańsku w kierunku trenera.
- Chyba lubi piłkę. Dobrze, może być wybitnie zdolny – na twarzy del Bosque pojawił się nikły uśmiech – Alba, odstaw dzieciaka tutaj! - zawołał, jednak mój syn był teraz w rękach Casillasa, z którym kopali piłkę. A raczej mój syn stanął na jedenastym metrze przed bramką, mając tą wielką, w porównaniu do jego wzrostu, piłkę przed malutkimi nóżkami. Iker udawał, że będzie bronił i pozwolił mojemu synowi wbić mu bramkę, co spotkało z aplauzem nie tylko od strony piłkarzy ale też ludzi obecnych na trybunach. Cieszyłam się, że Franco może mieć wsparcie wśród tak wspaniałych ludzi jakimi są ci piłkarze. Są dla niego pewnego rodzaju męskim wsparciem, którego nie może dostać ode mnie jako kobiety. To co, że pokażę mu świat piłki nożnej, skoro najlepiej jej filozofię rozumieją mężczyźni. Dziękowałam Bogu, że Frankie może liczyć na Ikera, Gerarda, Cesc'a czy innego piłkarza. Mimo że jest jeszcze dzieckiem, na pewno odczuwa brak ojca, jednak przy piłkarzach, którzy zachowują się jakby to był ich syn ta tęsknota za ojcem jest mniejsza.
- Cudowny jest ten dzieciak – odparował trener, a cały sztab łącznie ze mną spojrzał na niego ze zdziwieniem – No co? Młody ma zadatki na piłkarza – zaczął się tłumaczyć del Bosque.
- Jeszcze raz przepraszam, że Franco wpadł i skradł trochę cennego czasu – odezwałam się, uśmiechając się przepraszająco. W tym samym momencie przede mną stanął Ramos z moim synem na rękach.
- Przyprowadzaj go częściej – obrońca uśmiechnął się do mnie, puszczając mi oczko.
- Tylko i wyłącznie za zgodą trenera, Sergio – odwzajemniłam uśmiech, zabierając Frankie'ego z jego rąk.
- Masz inne zajęcia, Ramos. Wracaj do treningu – odparował trener, na co blondyn posłusznie udał się na murawę.
~*~
obiecałam, że będzie w piątek i jest! ;) mam nadzieje, że się wam spodoba. ;d właśnie w wordzie tworze nowe opowiadanie o Mesucie Ozilu. nie wiem co z tego wyjdzie, jak na razie mnie rajcuje ten pomysł, ale pewnie nie długo. ;d pracuję nad nowymi rozdziałami Fernando i Danieli, tak więc nikt nie będzie poszkodowany. ;) kiedy następny? hm....w poniedziałek, co? ;d pasuje? ;d
Torresowi się wyliczenia walnęły, ale nie dziwie się. Skołował się lekko. A mały rozłożył reprezentantów na łopatki i skradł im serca, dzieci tak mają.
OdpowiedzUsuńOj Iker musiałeś wchodzić?
Czekam na kolejny :) Właściwie nie mam zastrzeżeń, oprócz tego że mogłabyś zrobić odstępy na akapity.
Pozdrawiam :)
caały dzień na niego czekałam a po południu nie mogłam wejść na internet więc siedziałam jak na szpilkach wchodzę wieczorem i jest :D
OdpowiedzUsuńtak jak poprzednie strasznie mi się podoba bardzo fajnie piszesz aż miło czytać
co do opowiadania o Mesucie to jestem jak najbardziej za bo to mój drugi ulubiony/ukochany piłkarz (Nando jest trzeci) więc czekam na nie
no i oby tylko doczekać do następnego rozdziału ;)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział, piszesz w bardzo ciekawy sposób i aż chce się czytać i czytać, haha, zawsze ktoś musi przeszkodzić w tak ważnym momencie jakim jest pocałunek, co do nowego opowiadania to jestem za bo bardzo lubię Ozila, pozdrawiam :* :D
OdpowiedzUsuńhttp://ensuenoo.blogspot.com/- zapraszam na drugi rozdział Ensueno :)
OdpowiedzUsuńPS>Przepraszam za SPAM ;)