Ostatnie
dwa dni spędziłam poza granicami kraju. Byłam w Berlinie w
sprawach służbowych. Oczywiście zabrałam ze sobą Franka, który
tęsknił za Fernando i całą zgrają La Roją. Zresztą ja też.
Przyzwyczaiłam się do nich mimo że są w Polsce dopiero kilka dni.
Wróciliśmy z Frankiem do domu akurat przed samym meczem Hiszpanii z Irlandią. Mój syn wyspał się w samolocie przez co był pełen energii. Włączyłam kanał na którym leciał mecz a sama udałam się na górę by przebrać się w coś wygodnego i samej zasiąść przed telewizorem. Chciałam zobaczyć Fernando w akcji jak i cały zespół. Może dzisiaj ustrzelą i wygrają?
Wróciliśmy z Frankiem do domu akurat przed samym meczem Hiszpanii z Irlandią. Mój syn wyspał się w samolocie przez co był pełen energii. Włączyłam kanał na którym leciał mecz a sama udałam się na górę by przebrać się w coś wygodnego i samej zasiąść przed telewizorem. Chciałam zobaczyć Fernando w akcji jak i cały zespół. Może dzisiaj ustrzelą i wygrają?
Po
dziesięciu minutach przebrana zeszłam na dół, gdzie Franek z
radością oklaskiwał swojego ojca, którego pokazano w telewizji z
przybliżenia. Uśmiechnęłam się do siebie, zasiadając obok
swojego syna na ziemi po turecku.
- Kto tam jest, hm? - spytałam, spoglądając na niego.
- Papa – powiedział po hiszpańsku a ja pocałowałam go w czółko.
- Tato Cię kocha, wiesz? Bardzo – szepnęłam, po chwili podnosząc się z ziemi i kierując do kuchni. Zrobiłam swojemu synowi gofry, które uwielbiał z polewą truskawkową a sobie kilka kanapek. Na szczęście nie musiałam bawić się z przygotowaniem ciasta, bo Anka od czasu do czasu lubiła podrzucać mi coś świeżego do lodówki kiedy ja nie miałam czasu na gotowanie.
Wróciłam do pokoju, gdzie Franuś stał przed samym telewizorem, gryząc pilota.
- Kochanie, masz jedzenie – odparłam, stawiając talerzyk na ławie – Nie gryź tego, bo to nie dobre jest- zabrałam mu pilot po czym zasiadłam na kanapie, rozpoczynając konsumpcje kanapek.
Mecz zakończył się wynikiem 4:0 dla Hiszpanii a Fernando był strzelcem dwóch bramek. Niestety nie miałam okazji widzieć wszystkich bo Franek usnął mi na kolanach. Musiałam więc przebrać bo delikatnie w pidżamę i położyć spać, przez co upłynęło dobre dwadzieścia minut.
Po meczu załapałam się jednak na wywiady z piłkarzami. Wśród nich był właśnie Torres.
Reporter: Jest pan strzelcem dwóch bramek. Dla kogo pan je dedykuje?
Fernando: Pierwszą bramkę dedykuję swoim dzieciom, Leo i Norze zaś pierwszą dwóm specjalnym osobą, dzięki którym znowu odnalazłem sens życia.
Reporter: Ostatnio widziano pana w towarzystwie pięknej blondynki. Możemy poznać jej imię?
Fernando: Jest kobietą, która była ważna od początku i niech tak zostanie. Dowiecie się o niej więcej w swoim czasie.
I sobie poszedł. Czy on właśnie zadedykował nam jedną z bramek? I uznał mnie za najważniejszą kobietę na świecie? Za dużo pytań i za mało odpowiedzi.
Następnego dnia Anka przyjechała do Franka a ja mogłam spokojnie iść do pracy. Umówiłyśmy się, że o piętnastej przywiezie małego do hotelu na prośbę Fernando, który ma czas dla siebie.
Hotel opustoszał tylko dlatego, że piłkarze dostali czas wolny i szaleją po Gdańsku sami albo z rodzinami. Nando zdradził mi, że planuje spędzić trochę czasu z dziećmi, które ma z Olallą czyli Norą i Leo. Ja mogłam spokojnie nadrobić dokumentacje która nazbierała się przez ostatnie dwa dni.
Moje poczynania przerwał dzwoniący telefon a na wyświetlaczu pojawiła się uśmiechnięta twarz Fernando i Franka, którego trzymał na rękach.
- Słucham? - powiedziałam mimowolnie uśmiechając się do siebie.
~ Co robisz? - usłyszałam przyjemny głos blondasa w słuchawce.
- Właśnie bawię się z papierkami. Dwa dni mnie nie było a nazbierało się tego.
~ Słuchaj, czy mogłabyś przyjechać do Gdańska? Z Frankiem? Mój prawnik chce się spotkać w sprawie zmiany nazwiska naszego syna i potrzebna jesteś.
- Nie ma sprawy, będę za godzinę, dobrze?
~~ Będę czekał na molo. Znajdziemy się jakoś. Zadzwoń jak będziesz na miejscu.
- Kto tam jest, hm? - spytałam, spoglądając na niego.
- Papa – powiedział po hiszpańsku a ja pocałowałam go w czółko.
- Tato Cię kocha, wiesz? Bardzo – szepnęłam, po chwili podnosząc się z ziemi i kierując do kuchni. Zrobiłam swojemu synowi gofry, które uwielbiał z polewą truskawkową a sobie kilka kanapek. Na szczęście nie musiałam bawić się z przygotowaniem ciasta, bo Anka od czasu do czasu lubiła podrzucać mi coś świeżego do lodówki kiedy ja nie miałam czasu na gotowanie.
Wróciłam do pokoju, gdzie Franuś stał przed samym telewizorem, gryząc pilota.
- Kochanie, masz jedzenie – odparłam, stawiając talerzyk na ławie – Nie gryź tego, bo to nie dobre jest- zabrałam mu pilot po czym zasiadłam na kanapie, rozpoczynając konsumpcje kanapek.
Mecz zakończył się wynikiem 4:0 dla Hiszpanii a Fernando był strzelcem dwóch bramek. Niestety nie miałam okazji widzieć wszystkich bo Franek usnął mi na kolanach. Musiałam więc przebrać bo delikatnie w pidżamę i położyć spać, przez co upłynęło dobre dwadzieścia minut.
Po meczu załapałam się jednak na wywiady z piłkarzami. Wśród nich był właśnie Torres.
Reporter: Jest pan strzelcem dwóch bramek. Dla kogo pan je dedykuje?
Fernando: Pierwszą bramkę dedykuję swoim dzieciom, Leo i Norze zaś pierwszą dwóm specjalnym osobą, dzięki którym znowu odnalazłem sens życia.
Reporter: Ostatnio widziano pana w towarzystwie pięknej blondynki. Możemy poznać jej imię?
Fernando: Jest kobietą, która była ważna od początku i niech tak zostanie. Dowiecie się o niej więcej w swoim czasie.
I sobie poszedł. Czy on właśnie zadedykował nam jedną z bramek? I uznał mnie za najważniejszą kobietę na świecie? Za dużo pytań i za mało odpowiedzi.
Następnego dnia Anka przyjechała do Franka a ja mogłam spokojnie iść do pracy. Umówiłyśmy się, że o piętnastej przywiezie małego do hotelu na prośbę Fernando, który ma czas dla siebie.
Hotel opustoszał tylko dlatego, że piłkarze dostali czas wolny i szaleją po Gdańsku sami albo z rodzinami. Nando zdradził mi, że planuje spędzić trochę czasu z dziećmi, które ma z Olallą czyli Norą i Leo. Ja mogłam spokojnie nadrobić dokumentacje która nazbierała się przez ostatnie dwa dni.
Moje poczynania przerwał dzwoniący telefon a na wyświetlaczu pojawiła się uśmiechnięta twarz Fernando i Franka, którego trzymał na rękach.
- Słucham? - powiedziałam mimowolnie uśmiechając się do siebie.
~ Co robisz? - usłyszałam przyjemny głos blondasa w słuchawce.
- Właśnie bawię się z papierkami. Dwa dni mnie nie było a nazbierało się tego.
~ Słuchaj, czy mogłabyś przyjechać do Gdańska? Z Frankiem? Mój prawnik chce się spotkać w sprawie zmiany nazwiska naszego syna i potrzebna jesteś.
- Nie ma sprawy, będę za godzinę, dobrze?
~~ Będę czekał na molo. Znajdziemy się jakoś. Zadzwoń jak będziesz na miejscu.
Po
skończeniu ważniejszych rzeczy, udałam się po Frankie'go i
pojechaliśmy do Gdańska. Chłopiec usnął mi w drodze, przez co
musiałam go usadzić w wózku, gdzie dalej kontynuował sen. Udałam
się spacerem na molo, gdzie namiętnie, wśród ludzi poszukiwałam
swojego piłkarza. Czy ja właśnie nazwałam Fernando swoim? Chyba
tak! Zapędziłam się chyba trochę.
- Daniela! - usłyszałam wołanie piłkarza za swoimi plecami. Odwróciłam się z wózkiem widząc uśmiechniętego Fernando z dużym bukietem czerwonych róż, trzymając za rękę Norę, która trzymała za rękę swojego młodszego brata.
- Gdzie twój prawnik? - zainteresowałam się, mrużąc oczy.
- Chciałem cię oderwać po papierkowej roboty, żebyś trochę odpoczęła i spędziła z nami czas. Ze mną, Frankiem i przy okazji poznała moje dzieci – wręczył mi bukiet róż z uśmiechem.
- Dziękuje – podziękowałam za kwiaty, wdychając przyjemny zapach róż – A więc kłamałeś? - zaśmiałam się.
- Zrobiłem to dla twojego dobra – spojrzał na mnie znacząco, a ja pokiwałam tylko głową.
- To co robimy?
- Lody! - zawołały żywo dzieciaki.
- No to lody – uśmiechnęłam się, dorównując im kroku.
Wstąpiliśmy do jednej z najlepszej kawiarni, która serwuje wspaniałe lody, w Gdańsku. Zajęliśmy miejsce na zewnątrz, bym nie musiała się pakować z wózkiem do środka. Dzieciaki z moją pomocą wybrały ulubiony smak i oczekiwaliśmy na realizacje zamówienia.
- Fernando? - zaczęłam, spoglądając na niego – Widziałam wywiad po meczu. Dziękuje, za to, że zadedykowałeś nam bramkę. Cieszę się, że jesteśmy dla Ciebie ważni. A zwłaszcza Franek. Należy mu się.
- Mówiłem Ci już wcześniej, że jesteście dla mnie ważni. To dzięki Tobie, znalazłem odpowiednią drogę w życiu.
- Przepraszam, że nie mogę Ci powiedzieć tego samego – spuściłam głowę, czując jego dłoń na swojej.
- Spokojnie. Wiem, że nie jestem Ci obojętny. Nie po tym co zdarzyło się kilka dni temu. Poczekam. Nauczyłem się czekać – uśmiechnął się delikatnie, a ja odwzajemniłam gest.
- Dani – podbiegła do mnie Nora, wspinając mi się na kolana – Kto to jest? - pokazała na wózek, gdzie leżał Franek.
- To jest mój syn, Franco.
- Nasz syn – poprawił mnie Nando – Wasz brat. Jest najmłodszy z waszej trójki.
- To mój brat? Super! - uradowała się Nora, kiedy kelnerka przyniosła nasze zamówienia.
- Czyli Dani będzie naszą nową mamusią? - wypaliła mała.
- Nie, kochanie – pogłaskałam ją po główce – Wasza mama to Olalla i bardzo was kocha. Ja będę tylko Dani. Mamą waszego braciszka.
- Daniela! - usłyszałam wołanie piłkarza za swoimi plecami. Odwróciłam się z wózkiem widząc uśmiechniętego Fernando z dużym bukietem czerwonych róż, trzymając za rękę Norę, która trzymała za rękę swojego młodszego brata.
- Gdzie twój prawnik? - zainteresowałam się, mrużąc oczy.
- Chciałem cię oderwać po papierkowej roboty, żebyś trochę odpoczęła i spędziła z nami czas. Ze mną, Frankiem i przy okazji poznała moje dzieci – wręczył mi bukiet róż z uśmiechem.
- Dziękuje – podziękowałam za kwiaty, wdychając przyjemny zapach róż – A więc kłamałeś? - zaśmiałam się.
- Zrobiłem to dla twojego dobra – spojrzał na mnie znacząco, a ja pokiwałam tylko głową.
- To co robimy?
- Lody! - zawołały żywo dzieciaki.
- No to lody – uśmiechnęłam się, dorównując im kroku.
Wstąpiliśmy do jednej z najlepszej kawiarni, która serwuje wspaniałe lody, w Gdańsku. Zajęliśmy miejsce na zewnątrz, bym nie musiała się pakować z wózkiem do środka. Dzieciaki z moją pomocą wybrały ulubiony smak i oczekiwaliśmy na realizacje zamówienia.
- Fernando? - zaczęłam, spoglądając na niego – Widziałam wywiad po meczu. Dziękuje, za to, że zadedykowałeś nam bramkę. Cieszę się, że jesteśmy dla Ciebie ważni. A zwłaszcza Franek. Należy mu się.
- Mówiłem Ci już wcześniej, że jesteście dla mnie ważni. To dzięki Tobie, znalazłem odpowiednią drogę w życiu.
- Przepraszam, że nie mogę Ci powiedzieć tego samego – spuściłam głowę, czując jego dłoń na swojej.
- Spokojnie. Wiem, że nie jestem Ci obojętny. Nie po tym co zdarzyło się kilka dni temu. Poczekam. Nauczyłem się czekać – uśmiechnął się delikatnie, a ja odwzajemniłam gest.
- Dani – podbiegła do mnie Nora, wspinając mi się na kolana – Kto to jest? - pokazała na wózek, gdzie leżał Franek.
- To jest mój syn, Franco.
- Nasz syn – poprawił mnie Nando – Wasz brat. Jest najmłodszy z waszej trójki.
- To mój brat? Super! - uradowała się Nora, kiedy kelnerka przyniosła nasze zamówienia.
- Czyli Dani będzie naszą nową mamusią? - wypaliła mała.
- Nie, kochanie – pogłaskałam ją po główce – Wasza mama to Olalla i bardzo was kocha. Ja będę tylko Dani. Mamą waszego braciszka.
W
trakcie rozkoszowania się wspaniałymi lodami, obudził się mój
mały blondasek, który miał w zwyczaju poprzytulać się po
przebudzeniu do mnie. Jednak dzisiaj zdecydował się na Fernando,
któremu nie przeszkadzało jednak Leo nie wiedział co ze sobą
zrobić. Dlatego zdecydowaliśmy się na spacer po plaży, wcześniej
zostawiając wózek w samochodzie.
- Daniela – Fernando spojrzał na mnie uważnie, przybierając poważną minę – Co będzie po Euro? Chciałbym się widywać z Frankie'm jak najczęściej.
- Jeszcze o tym nie myślałam – przyznałam – Moje miejsce jest tutaj, w Polsce. Nie wiem jak długo, ale wiem, że kocham ten kraj. Franek też.
- Chcesz by Franek wychowywał się tutaj? Beze mnie?
- Jesteś jego ojcem. Będę się starała jak najczęściej przyjeżdżać do Londynu ale ty musisz odwdzięczyć się tym samym i przyjeżdżać do Gdańska – widziałam jak na jego twarzy maluje się irytacja – Wiem, że chciałbyś nas mieć przy sobie ale...
- Dość – przerwał mi – Muszę odwieźć dzieci do rodziców.
- Fernando...
- Nic już nie mów. Wiem, na jakiej płaszczyźnie stoję. Do zobaczenia w hotelu – zbył mnie i takim to sposobem zakończył się nas dzień, który wydawał się wyjątkowy dla mnie i dzieci. Boże jaka ja jestem głupia! Ale nie mogę zostawić hotelu bez opieki. Tato by mi tego nie wybaczył, że nagle zachciało mi się wyjeżdżać do Londynu. Nie mogę tak po prostu wyjechać, bo Fernando tego chce!
Weszłam do domu, zostawiając Franka na zewnątrz, który bawił się w ogrodzie. Humor gwałtownie mi się zepsuł, przez co nie miałam ochoty na nic. Byłam sfrustrowana i niepewna wszystkiego co powiedziałam na plaży do Fernando. Czy rzeczywiście tak myślę? Nie wiem. Sama już nie wiem co myślę i czy dobrze robię. Zgłupiałam. Stałam się marionetką własnych odczuć i zdrowego rozsądku a nie tego co chciałabym, by być szczęśliwą. Logika wzięła w łeb a ja sama czułam, że jeszcze chwila a się rozpłaczę.
Moje przemyślenia przerwał głos Anki, która zjawiła się jak na zawołanie. Musiałam się komuś wygadać. Jednak dziewczyna nie przyszła sama bo w towarzystwie Jordiego Alby.
- No ładnie, już się prowadzasz z piłkarzem? - zaśmiałam się, zakładając ręce na biodra.
- Zgubił się – wzruszyła ramionami – A tak serio to naprawdę bardzo miły chłopak – uśmiechnęła się znacząco a na jej twarz wpełzł rumieniec.
- Cześć Jordi – przywitałam się po hiszpańsku – Widzę, że szybko załapałeś kontakt z piękną polką.
- Masz racje, Anka jest piękna – uśmiechnął się do mnie i puścił oczko – Gdzie masz swojego cudownego syna?
- W ogrodzie. Kopie piłkę. Dobrze, że przyszedłeś to będzie miał z kim grać – zaśmiałam się na co piłkarz mi zawtórował.
- Daniela – Fernando spojrzał na mnie uważnie, przybierając poważną minę – Co będzie po Euro? Chciałbym się widywać z Frankie'm jak najczęściej.
- Jeszcze o tym nie myślałam – przyznałam – Moje miejsce jest tutaj, w Polsce. Nie wiem jak długo, ale wiem, że kocham ten kraj. Franek też.
- Chcesz by Franek wychowywał się tutaj? Beze mnie?
- Jesteś jego ojcem. Będę się starała jak najczęściej przyjeżdżać do Londynu ale ty musisz odwdzięczyć się tym samym i przyjeżdżać do Gdańska – widziałam jak na jego twarzy maluje się irytacja – Wiem, że chciałbyś nas mieć przy sobie ale...
- Dość – przerwał mi – Muszę odwieźć dzieci do rodziców.
- Fernando...
- Nic już nie mów. Wiem, na jakiej płaszczyźnie stoję. Do zobaczenia w hotelu – zbył mnie i takim to sposobem zakończył się nas dzień, który wydawał się wyjątkowy dla mnie i dzieci. Boże jaka ja jestem głupia! Ale nie mogę zostawić hotelu bez opieki. Tato by mi tego nie wybaczył, że nagle zachciało mi się wyjeżdżać do Londynu. Nie mogę tak po prostu wyjechać, bo Fernando tego chce!
Weszłam do domu, zostawiając Franka na zewnątrz, który bawił się w ogrodzie. Humor gwałtownie mi się zepsuł, przez co nie miałam ochoty na nic. Byłam sfrustrowana i niepewna wszystkiego co powiedziałam na plaży do Fernando. Czy rzeczywiście tak myślę? Nie wiem. Sama już nie wiem co myślę i czy dobrze robię. Zgłupiałam. Stałam się marionetką własnych odczuć i zdrowego rozsądku a nie tego co chciałabym, by być szczęśliwą. Logika wzięła w łeb a ja sama czułam, że jeszcze chwila a się rozpłaczę.
Moje przemyślenia przerwał głos Anki, która zjawiła się jak na zawołanie. Musiałam się komuś wygadać. Jednak dziewczyna nie przyszła sama bo w towarzystwie Jordiego Alby.
- No ładnie, już się prowadzasz z piłkarzem? - zaśmiałam się, zakładając ręce na biodra.
- Zgubił się – wzruszyła ramionami – A tak serio to naprawdę bardzo miły chłopak – uśmiechnęła się znacząco a na jej twarz wpełzł rumieniec.
- Cześć Jordi – przywitałam się po hiszpańsku – Widzę, że szybko załapałeś kontakt z piękną polką.
- Masz racje, Anka jest piękna – uśmiechnął się do mnie i puścił oczko – Gdzie masz swojego cudownego syna?
- W ogrodzie. Kopie piłkę. Dobrze, że przyszedłeś to będzie miał z kim grać – zaśmiałam się na co piłkarz mi zawtórował.
-
To ja do niego pójdę. Wy sobie poplotkujcie – tak jak powiedział
tak zrobił.
- Boże, jaki on jest kochany – sapnęłam, na co Anka się roześmiała.
- Sorry kochanie, ale już jest zaklepany – obie weszłyśmy do kuchni, gdzie nastawiłam wodę na kawę.
- Chciałabym mieć taki problem miłosny.
- Co się stało? - spojrzała na mnie uważnie Ania.
- Fernando. On bardzo angażuje się w życie Franka i walczy o mnie ale ja...ja się po prostu boję. Boję się, że jeżeli znowu się zaangażuje to to wszystko skończy się fiaskiem.
- Czemu od razu zakładasz, że wszystko jest zesłane na starty? To, że pierwszym razem się nie udało, nie musi znaczyć, że teraz wam nie wyjdzie. Sama mówiłaś, że wiele razy wyznawał Ci swoje uczucia! Daniela, ogarnij się i powiedz mu, co czujesz.
- Ale – zawahałam się – Co z hotelem? Jeżeli nam się uda, Fernando będzie chciał byśmy jechali do Londynu wszyscy razem. A kto się zajmie hotelem i wszystkimi sprawami? Mój ojciec będzie musiał przyjechać wszystko zaczynać od nowa by znaleźć kogoś na moje stanowisko. Kogoś zaufanego.,
- To jego problem. Ty masz być szczęśliwa. A żaden głupi hotel nie może Ci w tym przeszkodzi. Przemyśl sobie to jeszcze raz i zacznij walczyć o swoje szczęście, bo może Ci się wyślizgnąć z rąk.
~*~
- Boże, jaki on jest kochany – sapnęłam, na co Anka się roześmiała.
- Sorry kochanie, ale już jest zaklepany – obie weszłyśmy do kuchni, gdzie nastawiłam wodę na kawę.
- Chciałabym mieć taki problem miłosny.
- Co się stało? - spojrzała na mnie uważnie Ania.
- Fernando. On bardzo angażuje się w życie Franka i walczy o mnie ale ja...ja się po prostu boję. Boję się, że jeżeli znowu się zaangażuje to to wszystko skończy się fiaskiem.
- Czemu od razu zakładasz, że wszystko jest zesłane na starty? To, że pierwszym razem się nie udało, nie musi znaczyć, że teraz wam nie wyjdzie. Sama mówiłaś, że wiele razy wyznawał Ci swoje uczucia! Daniela, ogarnij się i powiedz mu, co czujesz.
- Ale – zawahałam się – Co z hotelem? Jeżeli nam się uda, Fernando będzie chciał byśmy jechali do Londynu wszyscy razem. A kto się zajmie hotelem i wszystkimi sprawami? Mój ojciec będzie musiał przyjechać wszystko zaczynać od nowa by znaleźć kogoś na moje stanowisko. Kogoś zaufanego.,
- To jego problem. Ty masz być szczęśliwa. A żaden głupi hotel nie może Ci w tym przeszkodzi. Przemyśl sobie to jeszcze raz i zacznij walczyć o swoje szczęście, bo może Ci się wyślizgnąć z rąk.
~*~
Przepraszam, że rozdział nie pojawił się w niedziele ale nie miałam czasu. :) teraz proszę, oddaje w wasze ręce beznadziejny rozdział. ;)