piątek, 5 lipca 2013

Pierwszy

5 czerwca 2012, Gniewino


Spokojnie, to tylko ludzie. Zwykli ludzie – powtarzałam sobie w myślach, nerwowo stukając obcasem o drewnianą podłogę w holu. Jako szefowa hotelu Mistral muszę zadbać o dobre przyjęcie Reprezentacji Hiszpanii, z którą będę się zmagać najbliższy rok. Niektórych znałam i to bardzo dobrze. Zwłaszcza Gerarda, który jest moim kuzynem i często się widujemy. Dzięki niemu umiem kataloński. Spojrzałam na zegarek na nadgarstku, kiedy do moich uszu dotarł radosny głos Hiszpanów i dźwięk zatrzymującego się autokaru. Stanęłam wyprostowana, poprawiając swój galowy ubiór, odrzucając tym samym blond loki do tyłu. Zaczyna się.
Jako pierwszy w drzwiach stanął trener a tuż za nim cały sztab szkoleniowy i piłkarze w przepięknie skrojonych garniturach z herbem Hiszpanii. Mimowolnie uśmiechnęłam się, gdyż naprawdę bardzo szanowałam trenera Vincente del Bosque.
- Dzień Dobry, witamy w hotelu Mistral – powiedziałam z rodowitym, hiszpańskim akcentem. Języka nauczyłam się dzięki matce, która jest Hiszpanką, przez co często jeździliśmy do tego kraju w odwiedziny do dziadków.
- Bardzo dobrze mówi pani po hiszpańsku – odpowiedział mi z delikatnym uśmiechem trener.
- Dziękuje – skinęłam głową, obracając się w kierunku recepcjonistki, Anety – Aneta, rozdaj karty do pokoi – zwróciłam się do niej po polsku.
- Pan i reprezentacja jak i sztab szkoleniowy zajmiecie piętro drugie – zwróciłam się na powrót do trenera jak i sztabu szkoleniowego, kierując się w stronę windy.
- Słyszeliście, drugie! - wrzasnął któryś z piłkarzy, którzy z radością pięcioletnich dzieci dopadli się do trzech kolejnych wind.
Do jednej windy razem ze mną wszedł trener, jego asystent, kobieta ze związku piłkarskiego i część sztabu. Wjeżdżając objaśniłam im wszystko, przedstawiłam zawartość pokoi, ich obsługę. Miło było znowu pomówić po hiszpańsku. Uwielbiam ten język. Zresztą Polski też jest językiem, którym bardzo lubię się posługiwać, ale polski mam na co dzień, a hiszpański – nie.
Na korytarzu panował raban i tłok. Piłkarze kłócili się kto z kim śpi w pokoju. To chyba standard. Przeciskałam się między nimi niczym w zatłoczonym autobusie miejskim, wpadając na coś. Jednak nie upadłam bo to 'coś' złapało mnie w pasie i postawiło na nogi.
- Daniela, patrz pod nogi – kataloński. Gerard.
- Ty sobie uważaj, Pique. To ty mi pod nogi wlazłeś – powiedziałam w tym samym języku, poprawiając swoją marynarkę – Boże, że Ciebie powołali na te mistrzostwa – wywróciłam teatralnie oczami.
- Miłe przywitanie. Jak zwykle – zironizował Pique.
- Geri – zaśmiałam się, przytulając się do niego – Witaj w Polsce, łajzo – poczułam jak i on łapie mnie w swoje ramiona a ja tracę grunt pod nogami. Tak, mój ciężar nie przeszkadzał takiemu wielkoludowi.
- Jak mój chrześniak, hm? Dawno go nie widziałem – wypuścił mnie z objęć, lustrując mnie wzrokiem.
- Franek? Bardzo dobrze. Mówi już pojedyncze słowa, gaworzy, dokucza...wszędzie go pełno. Taki mały Pique – uśmiechnęłam się, na samo wspomnienie o swoim półtorarocznym synku, który jest oczkiem w głowie nie tylko moim ale i też Gerarda. Gerard nie cierpi kiedy mówię do niego Franek. Mój syn po spolszczeniu imion nazywa się Franciszek Tymoteusz Bednarek Pique. Gerard woli nazywać go Frankie albo Franco. W przekładzie na hiszpański mój syn nosi imiona Francesc Tito. Wszystko właśnie przez Gerarda i Cesc'a, którzy poszli za mnie do urzędu. Tak, oboje byli przy mnie i narodzinach mojego syna, który urodził się w Barcelonie. Do dziś pamiętam ten dzień, bo wtedy też Gerard chciał wprowadzić cały skład FC Barcelony do szpitala. Mówiłam im by zapisali Franka jako Alvaro. Pozwól im coś zrobić...
- Liczę, że przez ten miesiąc chociaż raz mi go przyprowadzisz. Mam prezent dla niego.
- Mam się bać?
- Nie – pokręcił głową Gerard- To tylko koszulka Barcy, Reprezentacji i kilka gadżetów. Wiesz, wujek Gerard musi zadbać o to by jego rodzina mogła mu dogodnie kibicować.
- Zapewne nie obędzie się bez jego przyjazdu tutaj – zaśmiałam się – A teraz pozwól, że udam się pracować dalej. Wy się tutaj ogarnijcie i zróbcie ze sobą coś, a ja idę na dół. Spotkamy się przed hotelem. Pokażę wam całą infrastrukturę.
- Przywieź mi Frankie'go a nie! - zawołał za mną a ja zaśmiałam się pod nosem, znikając za drzwiami windy.
Po całej prezentacji hotelu i infrastruktury, mogłam spokojnie odetchnąć. No w miarę spokojnie, bo okazało się, że jeden z pokoi ma problemy z telewizorem. A raczej osoby, które go zamieszkują. Miałam już iść do domu, do Franka ale musiało coś wypaść. Z małym rozdrażnieniem wspięłam się po schodach na drugie piętro, podchodząc do drzwi pokoju dwadzieścia trzy, pukając kilkakrotnie. W drzwiach stanął nie kto inny jak Fernando Torres. Niby nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że był w samych spodenkach a jego ciało było wilgotne od wody. W jeden ręce trzymał ręcznik, którym suszył włosy. Moje serce mimo wszystko mocniej zabiło.
- Słyszałam o problemach z telewizorem – odezwałam się dość oficjalnie, zaciskając dłoń w pięść.
- Tak – pokiwał głową blondyn – Coś przerywa i obraz jest niestały. Sergio chciał się sam tym zająć, ale mu nie pozwoliłem – wyjaśnił, wpuszczając mnie do środka.
- Dobrze, że się za to nie brał bo musiałby płacić, jakby się coś stało – podeszłam do telewizora wiszącego na ścianie, zaczynając sprawdzać wszystkie kable i inne duperele. Nie znam się zbyt dobrze na tym, dlatego od razu postanowiłam wezwać kolesia od kablówki.
- I co? - spytał w końcu, obserwując mnie cały czas odkąd tu weszłam.
- Za godzinę będzie monter i się wszystkim zajmie – wyjaśniłam, odwracając się w jego kierunku – Musicie wytrzymać.
- Dobrze – blondyn uśmiechnął się do mnie niepewnie. Między nami zapanowała cisza. Cisza, która zabijała mnie od środka. Wręcz czułam jak każda komórka ciała obumiera bo on jest tutaj.
- Daniela – wymruczał moje imię, podchodząc do mnie powoli i nie odrywając ode mnie wzroku – Nie odzywałaś się do mnie od czasu tego incydentu na Mistrzostwach Świata – stał na tyle blisko bym mogła poczuć jego oddech na swojej szyi.
- Miałeś inne problemy niż mnie. Masz żonę, dzieci...to była tylko przygoda – odparłam, spuszczając głowę.
- Dla mnie było to coś więcej niż przygoda, Dani – dotknął mojego policzka dłonią, zmuszając mnie bym na niego spojrzała. Czułam dokładnie to samo co wtedy. Przyjemny dreszcz, chęć pochłonięcia się w to dogłębnie. Sama nie mogłam wyjaśnić sobie fenomenu Fernando Torresa. Nie chodzi o to, że jest piłkarzem do bani(jest świetnym piłkarzem), ale sam fakt, że działa tak na mnie. Wtedy na Mistrzostwach Świata w RPA, oboje byliśmy pijani ale ta chemia już wcześniej w nas się pokazała. Teraz powróciła ze zdwojoną siłą.
Spojrzałam w jego przepiękne, czekoladowe oczy, które wyrażały tęsknotę, ale też bezsilność. Coś było nie tak a to było dobrze wymalowane na jego twarzy. Blondas zbliżył swoją twarz do mojej a nasze usta dzieliły milimetry. Oboje tego pragnęliśmy, jednak po pokoju rozniósł się dźwięk mojego telefonu. Z delikatnym skrępowaniem sięgnęłam do kieszeni żakietu, wyciągając go. Na wyświetlaczu widniała twarz Anki – mojej przyjaciółki a zarazem opiekunki mojego syna.
- Tak? - powiedziałam po polsku, dość niepewnie. Nando rzucił mi tylko pełne rozczarowania spojrzenie i podszedł do swojego łóżka, na którym leżała walizka.
~ Jesteśmy w Frankiem na dole i jakiś Hiszpański piłkarz próbuje mi go zabrać! - pisnęła Anka, na co ja zaśmiałam się wesoło.
- To Gerard Pique, jego chrzestny. Możesz spokojnie mu go dać. Albo nie! Poczekajcie na mnie. Zna angielski, dogadacie się – powiedziałam pospiesznie, rozłączając się – Przepraszam Cię, ale muszę iść – rzuciłam piłkarzowi ukradkowe spojrzenie, po czym z prędkością światła opuściłam jego pokój.
Zeszłam na dół jak szybko byłam w stanie, ponieważ służbowy strój nie należał do wygodnych i elastycznych. Mój mały brzdąc siedział na rękach Gerarda, który próbował go nauczyć hymnu Barcelony. Franuś jednak miał to gdzieś i targał wujka za włosy.
- Nic nie mogłam zrobić. Wręcz mi go wyrwał – powiedziała bezradnie Anka, wskazując na tą dwójkę.
- Spokojnie, nic się nie stało. To jest Gerard, mój kuzyn do spokojnych osób nie należy – zaśmiałam się, siadając obok nich.
- Boże, kto jest ojcem tego dziecka?! Przecież ja go uczę śpiewać a on mnie maltretuje – jęknął Gerard, puszczając mojego syna, który udał się do jadalni do reszty piłkarzy, gaworząc do siebie i obijając się o ściany. Franek jest wcześniakiem, urodził się w siódmym miesiącu ciąży przez co szybciej zaczął chodzić i rozwijać się. Mój syn ma siedemnaście miesięcy i jest cudowny. Wiem, że każda matka to mówi ale Franuś to uroczy, wykazujący zainteresowanie piłką nożną, mały mężczyzna.
- Jakbyś nie wiedział – spojrzałam na niego pobłażliwe, podnosząc się z miejsca – Ania, możesz już jechać. Ja jestem po pracy tak więc już zajmę się Frankiem. Pewnie masz wiele własnych spraw – uśmiechnęłam się do brunetki, która nie wiedziała co zrobić. Iść za Frankiem czy nie.
- To co, jutro od 7 rano? - spytała mnie.
- Tak, jeżeli tylko możesz. Po całym tym wariactwie z Euro 2012 biorę wolne i jedziemy z Frankiem na wakacje. A teraz uciekam, bo mi syn gdzieś wsiąkł. Pa! - dodałam pospiesznie i udałam się za swoim synem do stołówki.
- Jaki słodki! - usłyszałam głos Ramosa.
- Proszę się rozejść, to mój chrześniak! - tak, to był Cesc.
- To nie jest twój chrześniak – zwrócił mu ktoś uwagę.
- Jestem jego drugim ojcem chrzestnym, ciecie – wypalił Fabregas na co wszyscy się zaśmiali.
- To mój mężczyzna – odezwałam się po hiszpańsku, zabierając swojego syna z towarzystwa piłkarzy.
- Dani, w końcu się pojawiłaś! - zawołał Fabregas, który przytulił mnie na powitanie na co ja to odwzajemniłam.
- Cały czas byłam, tylko mnie nie zauważyłeś – stwierdziłam z uśmiechem.
- Zauważyłem. Takiej piękności nie da rady nie zauważyć – poruszył znacząco brwiami, na co wszyscy zareagowali gwizdem.
- Przypominam Ci, że jesteś zajęty – spojrzałam na niego znacząco – A teraz pozwólcie że udam się do domu pomieszkać trochę z synem. Do zobaczenia jutro.

~*~

taki początek. ;) mam nadzieje, że w miarę rozwinie się ta historia i wgl skończę ją tak jak planowałam. ;d 
do następnego. następny...w niedziele? tak w niedziele. ;)

2 komentarze:

  1. Świetny rozdział, w następnym czuję, że dużo się będzie działo, i dlatego też na niego czekam, pozdrawiam :* :D

    OdpowiedzUsuń
  2. dzisiaj znalazłam twojego bloga i pierwszy rozdział bardzo mi się podoba
    a tak w ogóle to jest wtorek a nowego rozdziału nie ma :'(

    OdpowiedzUsuń