- Nie mój drogi, nie bawimy się w kotka i myszkę. W hotelu czeka na nas wujek David i się tobą zajmie, puki Anka nie wróci do zdrowia. A teraz, bez wojen i walki masz się poddać żołnierzu – zaczęłam go łaskotać co spotkało się z salwą dziecięcego śmiechu. Nie przestając łaskotać go, wyszliśmy z domu. Wsadziłam go do fotelika w samochodzie i po chwili byliśmy w drodze do mojego miejsca pracy.
Wchodząc do środka na sofie w holu siedział i czekał na nas David. Obiecał, że zajmie się nim kiedy ja muszę nadgonić robotę, żeby mieć więcej czasu dla Franka. David miał podejście do niego. Co się dziwić, jest ojcem dwóch dziewczynek a poza tym zawsze marzył o synu. A puki go nie ma, pobawi się z moim.
- Co tak długo? Czekam już pół godziny! - zawołał podirytowany Villa, podnosząc się z kanapy.
- Co ja Ci będę mówić? To Franek dzisiaj miał swoje widzi mi się i nie chciał nigdzie iść – podałam mu chłopca, co spotkało się z radością młodego.
- Lepiej idź już, bo czekają na Ciebie jakieś szychy z zagranicy. Szprechają po niemiecku – szepnął konspiracyjnie, na co ja się zaśmiałam.
- Właśnie, kontrahenci nowi! Dzięki, że mi przypomniałeś – poklepałam go po ramieniu i pognałam w kierunku sali konferencyjnej.
Mieliśmy przedyskutować nową dostawę murawy i budowy nowego boiska z którym chcemy ruszyć pod koniec tego roku.
Rozmowy ciągnęły się godzinami. Jednak wszystko udało nam się ustalić tak by obie strony były zadowolone. Dochodziła godzina czternasta, a wszyscy Ci, którzy przyjechali bym się zmęczyła i zdenerwowała właśnie odchodzili. Jako jedyna opuściłam sale konferencyjną, wchodząc do swojego gabinetu, gdzie zastałam Fernando. Oparty był o biurko, ze skrzyżowanymi rękoma spoglądając na mnie.
- I jak?
- Udało się. Pod koniec roku zaczynamy budowę nowego boiska – uśmiechnęłam się dumnie, odkładając swoje papiery na biurko.
- Wyjeżdżamy do Gdańska. Tam spędzimy dzisiejszą noc przed meczem – spojrzał na mnie znacząco, mimo tego, że wiedziałam na jakiej zasadzie tutaj są. Jemu chyba bardziej chodziło o sprawę z Frankiem.
- Załatwię wszystkie potrzebne dokumenty i wspólnie je wypełnimy jak wrócicie tutaj. Dobrze?
- Chodziło mi raczej o to, byście jutro przyszli na mecz. Ty i Franco. Nie wiem czy wyjdę w podstawowym składzie ale chciałbym, żebyście byli – wyciągnął w moim kierunku dłoń z dwoma biletami.
- Mecz? Franek będzie wniebowzięty! - uśmiechnęłam się entuzjastycznie .
- Moi rodzice z Norą i Leo też będą. Będę szczęśliwy, jeżeli dzieci poznają swojego brata.
- A co z twoimi rodzicami? Będę czuła się nieswojo – odparłam, stając obok niego w tej samej pozycji.
- Oni na razie nie wiedzą i niech tak zostanie. Powiedz, że jesteś kuzynką Gerarda, nie kłam. Jeżeli będą pytać o Franco, nie kłam. Tylko omiń prawdę o moim ojcostwie – rzucił mi ukradkowe spojrzenie, zaciskając usta w cienką linię.
- Cieszę się, że przynajmniej Ty znasz prawdę – przyznałam – Nie muszę dźwigać ciężaru tego, że Franek nie ma ojca bo nie powiedziałam tobie o nim.
- Daniela – blondyn stanął naprzeciw mnie, spoglądając na mnie uważnie – Teraz wszystko się zmieni. Chcę być ojcem dla Frankie'go i będę. Tak samo będę go traktował jak Norę czy Leo.
- Wierzę Ci, Fernando – szepnęłam, nie odrywając od niego wzroku. Jezu, chyba znowu wpadłam jak śliwka w kompot. Po prostu zakochałam się jak nastolatka! Wiedziałam już wcześniej, że czuję coś do Fernando zwłaszcza w RPA ale teraz kiedy jest blisko, kiedy nie mam tajemnic....czuję się jak nastolatka a przecież mam dwadzieścia cztery lata! Nastolatką już na pewno nie jestem, ale to uczucie mnie nie opuszcza. Mimo że mam syna, obowiązki związane z hotelem i inne problemy i problemiki.
- A teraz, masz się uśmiechnąć i razem z naszym synem kibicować mi i całemu zespołowi ile tchu macie w sobie. Dobrze? - przybliżył swoją twarz do mojej, zahaczając swoim nosem o mój – Dobrze mi tutaj z Tobą, Dani.
- Fernando – wymruczałam, a na moich ustach pojawił się delikatny uśmiech. W odpowiedzi poczułam jak piłkarz bierze mnie w swoje ramiona a moje nogi odrywają się od podłogi.
- Nie sądzisz, że ktoś może nas przyłapać? A zwłaszcza taki Pique, który wszędzie wchodzi bez pukania?- próbowałam być poważna, ale chyba mi to nie szło, bo czułam, że mimo wszystko moje usta wyginają się w uśmiechu.
- Mamy pokój rekreacyjny, tak? Nie skrzecz tyle, pani prezes tylko się wyluzuj – na jego ustach pojawił się figlarny uśmiech a w oczach pojawił się błysk. Rozszalał się ten Torres, nie ma co.
- Dobrze, panie Torres – z moich ust wydobył się melodyjny śmiech. Nie wiedząc kiedy znaleźliśmy się w pokoju obok, zamykając się wcześniej na klucz. Ostrożności nigdy za wiele. Co jeżeli taki Pique czy Fabregas zdecydują się wparować tutaj i zastaną takie widoki? Źle skończyłoby się to dla nas i dla nich. A zwłaszcza dla mnie. Przez 6 miesięcy mojej ciąży Gerard suszył mi głowę tym, że pozwoliłam sobie na jedną noc z Torresem, który ma żonę i dziecko a drugie w drodze.
Fernando powoli położył mnie na kanapie, nie przestając składać pocałunków na moich ustach. Błądził swoimi rękoma po moim ciele, sięgając w końcu pod moją bluzkę. Odpiął biustonosz, ściągając ze mnie w bardzo ekspresowym tempie górną część garderoby. Byłam przez to do połowy naga. Z uśmiechem szaleńca wręcz, zjechał z pocałunkami do mojej szyi, przyssał się do niej zostawiając duży ślad w postaci malinki.
- Torres, jak ja będę teraz wyglądać? - jęknęłam, dotykając miejsca z zaczerwienieniem.
- Pięknie – puścił mi oczko i wrócił do pieszczenia mojego ciała swoimi ustami. Co więcej powiedzieć? Ja będę miała teraz kłopot nie on! Ale zemsta bywa słodka. Kiedy tylko ja znalazłam się nad nim, wpiłam się ustami w jego szyję przy tętnicy, zostawiając również filetowy ślad. Jednak on miał to gdzieś. Interesowały go bardziej inne rzeczy.
Zmęczona i wypruta z sił leżałam obok niego na podłodze...tak, bo kanapa była za mała dla naszej dwójki. Wtulona w jego nagi tors, uśmiechałam się jak głupi do sera.
- Która godzina? - zainteresował się w końcu blondyn, rozglądając się w poszukiwaniu swoich spodni, gdzie zapewne miał telefon.
- Czekaj – mruknęłam, sięgając po swoją torebkę i wyciągając z niej swojego smartfona – Osiemnasta.
- O cholera! - warknął Fernando, zrywając się na równe nogi, zbierając swoją garderobę – Za piętnaście minut wyjeżdżamy do Gdańska a ja jeszcze nie mam spakowanej części ubrań, korków...nic!
- Spokojnie, bo połowę rzeczy pozapominasz a ja Ci ich dowozić nie będę – starałam się go uspokoić, bo wiedziałam jak to się skończy. Nie raz na mistrzostwach w RPA coś zapominał i kogo wykorzystywał? Mnie! Podniosłam się z ziemi, również zbierając ubrania i ubierając je na siebie.
- Chyba będziesz musiała. Lecę, pa – musnął przelotnie moje usta i w mgnieniu oka opuścił pokój i mój gabinet.
Ubierając się usłyszałam pukanie do drzwi. Zapewne Davidowi wyczerpała się cierpliwość do Franka i idzie mi go oddać. Poprawiłam tylko swoje włosy i bluzkę, po czym udałam się do drzwi. Miałam racje. W drzwiach stał David trzymający Franka na rękach.
- Przyszedłem oddać Ci syna, bo jadę z chłopakami do Gdańska. Trener pozwolił to jadę wspierać swoich – podał mi mojego małego blondasa, poprawiając swoją torbę na ramieniu.
- To znaczy, że będziesz na meczu? Dobrze, bo ja też będę. Gerard nie dałby mi żyć!
- Ja i Carles na pewno będziemy na meczu. Dotrzymamy wam towarzystwa. A teraz idę, bo pojadą beze mnie!
- Widzę, że oboje się trzymacie z wujkiem. Jedziemy do domu, co? - pogłaskałam go po główce, całując go w pucołowaty policzek.
Dziesiąty czerwca, godzina osiemnasta. Pierwszy mecz grupowy Hiszpanów na Euro 2012. Gdańsk. Wspólnie z Frankiem, dla niepoznaki oczywiście, ubraliśmy koszulkę Hiszpanii z numerem trzy i nazwiskiem Pique. W domyśle wspieramy Fernando, ale oczywiście nie zapominając o Gerardzie. Zajęliśmy z Frankiem jedno z miejsc w strefie VIP.
- Już jesteście! Do trzy Ci w tym kolorze, ale inne nazwisko mogłoby na niej widnieć – obok mnie usiadł Villa z kubkiem coli, a po drugiej stronie usiadł Carles.
- Ciekawe jakie? - spojrzałam na niego pytająco.
- Hmm...Torres? - rzucił na co ja aż się wzdrygnęłam.
- Chyba Cię suty pieką, Villa – warknęłam, poprawiając Franka sobie na kolanach.
- Widziałem jak wczoraj od Ciebie wychodził. Niby zdenerwowany ale ten cwaniacki uśmiech malował mu się na twarzy. Przyznaj, on już wie o wszystkim i spałaś z nim?
- Boże, Villa musisz być taki bezpośredni – jęknęłam, nerwowo rozglądając się dookoła. Nie chciałam by przez przypadek dowiedzieli się, co dzieje się w moim hotelu.
- Przyznaj a dam Ci spokój – drążył dalej temat David.
- Dobra, spałam z nim! Wie o Franku wszystko. Zadowolony? - zirytowałam się do granic możliwości a Villa z uśmiechem pokiwał głową.
- Em, przepraszam. Czy ty jesteś Daniela? - usłyszałam za sobą, machinalnie się odwracając i widząc przed sobą postać znanej piosenkarki, Shakiry z którą spotyka się mój kuzyn.
- Tak – wymamrotałam bo byłam zdziwiona tym, że zaczepia mnie piosenkarka.
- Gerard mi wiele o tobie mówił – na jej ustach pojawił się uśmiech – Powiedział mi, że będziesz na meczu. Szczerze, zawsze chciałam Cię poznać. Ciebie i twojego syna.
- Gerard pewnie mówił, że był zapisać go w urzędzie? - zaśmiałam się, ignorując obecność chłopaków, pochłonięta rozmową z Shakirą.
- Tak – zaśmiała się melodyjnie piosenkarka – Mówił też, że opijał jego narodziny dwa dni, zupełnie jakby był jego własnym synem.
- Gerard jest cudownym kuzynem i wujkiem. Dzięki niemu nie zwariowałam jeszcze.
- Ej, dziewczyny! Zaczęło się – poczułam delikatne szturchnięcie od strony Villi. Uśmiechnęłam się przepraszająco do Shakiry i wróciłam do pozycji wyjściowej.
Wspólnie z Frankiem dopingowaliśmy chłopaków jak się dało. Jednak w drugiej połowie mój syn zdecydował się pozaczepiać Shakirę, która była zachwycona moim synem. Zresztą jak każdy. Wyczekiwaliśmy upragnionego gola Fernando ale niestety nie udało mu się. Cały mecz skończył się remisem, co nie spodobało się chłopakom. Przez chwilę ogarnął mnie niepokój, że coś może pójść nie tak i nie wyjdą z grupy, jednak stwierdziłam, że to niemożliwe. Przecież to Wielka, Niepokonana La Furia Roja. Wychodząc ze stadionu Franek usnął na rękach Carlesa. Byliśmy we trójkę więc jakoś musiałam ich wykorzystać.
~*~
Boziu, nie podoba mi się ten rozdział. jest taki...nijaki. -,- mam nadzieje, że następne mi jakoś pójdą. obecnie zatrzymałam się na siódmym, i nie mogę z nim ruszyć, ale mam nadzieje, że coś mnie natchnie i skończę go o czasie. ;d

ja naprawdę nie mam bladego, zielonego ani kolorowego pojęcia co ci się nie podoba w tych rozdziałach
OdpowiedzUsuńjak dla mnie są świetne ;)
czekam na następny
Nie no rozdział bardzo mi się podoba, widać że Fernando i Daniella nadal coś do siebie czują. Mam nadzieję, że uda im się jakoś być razem. W końcu wiele ich łączy.
OdpowiedzUsuńVilla jest bezczelny ale lubię go :D
No i pojawiła się także Shakira. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :)
No co ty? Przecież ten rozdział jest świetny! Haha, Villa to potrafi mówić prosto z mostu, pozdrawiam i z utęsknieniem czekam na kolejną część :* :D
OdpowiedzUsuńhttp://ensuenoo.blogspot.com - trójka na Ensueno, zapraszam serdecznie ;)- przepraszam za Spam ;)
OdpowiedzUsuń