poniedziałek, 15 lipca 2013

Czwarty


Na zegarze wybiła godzina dwudziesta. Mój mały książę był już wykąpany i gotowy by położyć się spać, tylko był tak bardzo zajęty, że nie spieszyło mu się do łóżka. Jedyne o czym w tej chwili marzyłam to długa, przyjemna i odprężająca kąpiel połączona z lampką wina i dobrą muzyką sączącą się z głośników. Jednak rzadko kiedy mogłam pozwolić sobie na takie rarytasy. Mając Franka mogłam pomarzyć by robić to co dziennie. Co jakiś czas udało mi się zaplanować to by wcześniej położył się spać.
Kiedy mój syn w piżamie walczył z klockami, ja sama ze znudzeniem przerzucałam kanały w telewizorze, rozkoszując się jedynie winem. Ostatnio takie wieczory były dla mnie rutyną. Nie, żebym tego nie lubiła. Wolę spędzać czas z synem niż na jakiś kolacjach biznesowych czy Bóg sam wie gdzie. Jednak brak drugiej połówki odczuwałam z roku na rok. Franek miał gdzieś matki problemy miłosne. Ale ja potrzebowałam jakiegoś męskiego ramienia, które mnie przytuli i zapewni, że mnie kocha i nigdy nie zostawi. Niby nic, ale jednak coś ważnego w życiu kobiety.
Nawet nie zauważyłam, kiedy na zewnątrz zaczęło padać, co mogło zwiastować nadchodzącą burzę. Jakoś zbędnie mi to nie przeszkadzało. Chociaż znowu może się to spotkać z większą ilością brudu przyniesionego przez Frankie'go. Minuty ciągnęły się a moje rozważania przerwał donośny dzwonek, zwiastujący gościa. Odstawiłam kieliszek z winem na ławę, poprawiając swoją nie co rozciągniętą koszulkę kierując się do drzwi. Uchylają je doznałam delikatnego, chociaż może to za mało powiedziane- ogromnego szoku. W drzwiach stał mój Fernando. Tak, nazwałam go swoim...nie można? Nikt przecież oprócz mnie o tym nie wie. Był przemoczony, ubrany w strój treningowy.
- Nando? - szepnęłam, automatycznie wpuszczając go do środka żeby nie zmókł jeszcze gorzej – Skąd ty się tutaj wziąłeś?
- Wyszedłem trochę pobiegać. Chciałem odreagować trochę przed meczem ale złapał mnie deszcz – wyjaśnił.
- Skąd wiedziałeś, gdzie mieszkam? - lustrowałam go wzrokiem. Zawsze podobał mi się, kiedy wychodził spod prysznica z mokrymi włosami, bez koszulki jedynie w samych spodenkach. Uwielbiałam go oglądać, rysować na kartkach papieru. Z braku laku przed macierzyństwem właśnie to robiłam. Malowałam, rysowałam, szkicowałam. Teraz mieszkam tu, w Gniewinie z synem i mając na głowie hotel do pilnowania.
- Nie wiedziałem – wzruszył ramionami, bez ostrzeżenia ściągając z siebie koszulkę – Szedłem na ślepo. Chciałem się tylko gdzieś zatrzymać.
- Nie uważasz, że gdyby jakiś fan zobaczył w drzwiach Fernando Torresa to dostałby zawału? - rzuciłam zdawkowo, podchodząc do wielkiej, otwieranej szafy w korytarzu prowadzącym do łazienki. Wyciągnęłam z niej ręcznik, podając go piłkarzowi.
- Trudno. Nie chciałem zmoknąć a do hotelu kawałek jest. Na szczęście trafiłaś się ty i z tego co widzę, jeszcze się trzymasz – uśmiechnął się, spoglądając na mnie znacząco.
- Zdaje się, że mam jakieś ubrania sportowe męskie. Moi bracia co jakiś czas coś zostawiają – zmieniłam temat, wspinając się po schodach na górę.
- Jeżeli nie zrobi Ci to kłopotu, to byłbym wdzięczny – usłyszałam już z góry słowa Torresa i zniknęłam za drzwiami pokoju gościnnego. Nie myliłam się. Zostawili sporo swoich rzeczy. Spodnie, koszulki, bluzy, swetry...zupełnie jakby mieli wrócić za kilka dni. Wyciągnęłam coś, co według mnie pasowałoby na Torresa po czym zbiegłam na dół. Blondyn będąc w samych spodenkach, kucał przy Franku układając z nim klocki. Mimowolnie uśmiechnęłam się sama do siebie, podchodząc do nich.
- Proszę. Jeżeli coś nie będzie pasować, mów poszukam coś innego – wyciągnęłam rękę z ubraniami w jego kierunku. Mężczyzna podniósł się i wziął ode mnie ubrania – Łazienka jest prosto tym korytarzem – wskazałam palcem, delikatnie się uśmiechając.
W międzyczasie, kiedy Fernando był w łazience ja przygotowałam drug kieliszek na wino, by mógł mi dotrzymać towarzystwa. Nie, nie chciałam go spić. Na zewnątrz padał deszcz przez co na pewno trochę zmarzł a wino wspaniale rozgrzewa od środka i zapewnia ciału przyjemną temperaturę.
- Mami – poczułam rączki swojego małego blondasa na nodze.
- Tak synu? - spojrzałam w dół, głaszcząc go po główce.
- Am – spojrzał na mnie tymi swoimi, wielkimi, brązowymi oczkami a ja nie miałam serca mu odmówić. Zrobiłam mu jego ulubione płatki z mlekiem i wspólnie udaliśmy się do salonu, gdzie Franek opychał się. Wiem, że nie powinien na noc się opychać, ale wiem, że nie uśnie na głodno. Postawiłam kieliszek na ławie wypełniając go do połowy winem.
- Nie przeszkadzam Ci? Nie spytałem w sumie – w salonie zmaterializował się Torres, ubrany już w ciuchy które mu dałam.
- Nie nie przeszkadzasz. Właśnie spędzałam nudny wieczór na kanapie, kiedy Franek bawi się w najlepsze. W sumie, fajnie, że wpadłeś – uśmiechnęłam się do niego, klepiąc miejsce na kanapie obok siebie. Blondyn bez zastanowienia opadł na miejsce obok mnie.
- Wino, hm? - spojrzał znacząco na butelkę – Nie mogło być tak źle, Dani.
- Nalałam i dla Ciebie – podałam mu kieliszek z winem, biorąc łyk ze swojego – Bardzo dobre. Z winiarni Andresa. Przywiózł mi chyba z dziesięć różnych rodzai. Będę to pić i pić.
- Wina od Andresa są przepyszne – pochwalił Nando, biorąc łyk trunku – Sam czasami proszę go by przysłał mi kilka kartonów – zaśmiał się, a w tym samym momencie na jego kolana wspiął się mój syn. Niby nic, gdyby nie fakt, że wtulił się w klatkę piersiową piłkarza, ssąc kciuka.
- Franek – chciałam go skarcić, ale Fernando mi przerwał.
- Nie mów nic – powiedział kolejno z przerwami, uśmiechając się do mnie szczerze.
- Jego pokój jest pierwszy po lewej – szepnęłam, kiedy z usypiającym na jego rękach Frankiem, Nando kierował się w kierunku schodów. Mój syn chyba czuł, że to jest właśnie on. Że to właśnie Fernando jest jego ojcem i z tym facetem powinien teraz spędzić wiele czasu, bo za niedługo znowu go opuści.
Wyczekując na powrót Fernando przerzucałam ze znudzeniem, znowu, kanały w telewizji. Wszystko było by w porządku gdyby nie fakt, że bałam się Jego pytań o Franco. Bałam się też, że może mieć do mnie pretensje o to, że nie powiedziałam mu wcześniej o istnieniu jego syna. Moje rozmyślania przerwał oczywiście powrót Fernando.
- Usnął. Opowiedziałem mu jeszcze historię Finału Ligi Mistrzów z maja i tak się cieszył wygraną razem ze mną, że usnął – usiadł obok mnie, nalewając sobie i mi kolejną porcję wina.
- Chyba czekał, aż przyjdziesz. Ze mną ni jak nie chciał usnąć – westchnęłam, biorąc łyk wina.
- Dani?
- Hmm? - spojrzałam na niego pytająco.
- Czy....bo ja zauważyłem pewne podobieństwo między mną a Frankiem – tutaj Nando się zawachał – I wydaje mi się, że....czy Franco jest moim synem? Jeżeli nie to zrozumiem.
- Fernando – zaczęłam z nutą zawahania – Na tych mistrzostwach wydarzyło się tyle rzeczy, które nie powinny mieć miejsca. Tak, Franco to twój syn.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś o tym wcześniej? - spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Nie chciałam Ci się wpierać z butami w życie. Dowiedziałam o ciąży po meczu 1/8 finału z Portugalią. Wtedy, kiedy złamałam rękę. Nie chciałam Ci mówić, by nie zakłócić twojego rodzinnego życia. Olalla była w ciąży z drugim dzieckiem. Po co ci do szczęścia ja? Franek urodził się dwa miesiące przed czasem. To wszystko było dla mnie inne, nowe. Bałam się tego a nie chciałam Cię zadręczać swoimi problemami.
- Daniela – powiedział dość oficjalnym tonem Fernando, odkładając nasze kieliszki z winem na stolik- Po tych mistrzostwach byłaś dla mnie jedyną rzeczą o którą chciałem walczyć. O rozwodzie zdecydowaliśmy wspólnie z Olallą już wcześniej. Ona wiedziała, że coś jest nie tak. Powiedziałem jej o wszystkim i o tym jak bardzo odmieniłaś moje życie – teraz byliśmy tak blisko. Ja i On. Daniela i Fernando. Czego chcieć więcej.
- Fern... - nie dokończyłam, ponieważ Fernando zamknął moje usta pocałunkiem. Tym pocałunkiem, którego najbardziej w tej chwili pragnęłam. Tęskniłam za nim, za jego ustami dwa lata. Odwzajemniłam go, przez co Nando dostał jasny sygnał – pragnęłam tego. Wplątałam dłoń w jego blond włosy, pogłębiając pocałunki. Czułam dłoń Fernando na swojej talii. Pragnęliśmy siebie nawzajem. Blondyn podniósł się z kanapy, biorąc mnie w swoje objęcia. Owinęłam się nogami w jego pasie, nie przestając całować. Piłkarz szedł na ślepo w kierunku schodów aż znaleźliśmy się w pokoju gościnnym. Miałam to gdzieś. Ważniejsze było to, że byliśmy tutaj razem. Tak bardzo stęsknieni za sobą z chęcią poznawania siebie od nowa.
Uczucie szczęścia wypełniało mnie od środka. Po raz pierwszy, od narodzin Franka znowu byłam pełna tego uczucia, którego mi brakowało. Oszukiwałam się, mówiąc, że jestem szczęśliwa mając tylko syna u swojego boku. Potrzebowałam szczęścia jakie daje uczucie miłości. Chociaż nie wiem czy nie mówię za dużo o tym co zrodziło się między mną a Fernando.
Przebudziłam się samotnie leżąc w wielkim łóżku. Dookoła były porozrzucane tylko i wyłącznie moje ubrania. W jednej chwili bańka mydlana pękła i wszystko powoli wracało do rzeczywistości. Fernando po prostu uciekł. Tak wywnioskowałam. Jednak cień mojej nadziei, że jednak jest tutaj zostawiła biała koszulka leżąca na fotelu, którą wczoraj dałam mu by ubrał. Spojrzałam na zegar ścienny, który wskazywał godzinę dziewiątą raną. Wszystko w porządku gdyby nie fakt, że Franek nie zaszedł do pokoju. Zwykle wstaje pierwszy i budzi wszystkich i wszystko na swojej drodze. Dlatego moi bracia nie wytrzymują u mnie dłużej niż tydzień. Podniosłam się z łóżka, zbierając swoje ubranie. Niepostrzeżenie przedostałam się do swojej sypialni, skąd wyciągnęłam jakieś ubrania, które nadawałyby się do pracy. Znikając za drzwiami łazienki, wzięłam szybki prysznic i ogarnęłam się do w miarę normalnej oglądalności. Niosąc torebkę i żakiet w ręku, zeszłam na dół, gdzie z kuchni roznosił się śmiech mojego syna i głos Fernando. Jednak został tutaj. Ze mną i ze swoim synem. Z wielkim uśmiechem malującym się na moich ustach, weszłam do kuchni.
- Patrz, kto tu nam wstał – jako pierwszy zauważył mnie Nando – Mieliśmy przynieść Ci śniadanie do łóżka, ale widzę, że wstałaś szybciej niż się spodziewaliśmy.
- Myślałam, że po prostu sobie poszedłeś – spojrzałam na niego ukradkowo, zasiadając przy stole.
- Franek mnie obudził – uśmiechnął się do mnie blondas, siadając z moim synem naprzeciw mnie. Tak bardzo pasowali do siebie. Franek był w wniebowzięty z tego powodu, że ma tak blisko ojca. Ja zresztą też cieszyłam się jego radością. Nic sobie nie robił z tego, że wstałam i chciałabym się z nim przywitać.
- Nie śmiałbym Cię zostawić – dodał po chwili ciszy Fernando, dotykając dłonią mojego policzka.
- Fernando?
- Tak?
- To co się stało....Niech na razie zostanie między nami. Po co mamy robić niepotrzebną sensację.
- O tym samym pomyślałem. Jednak obiecaj mi jedno – zmusił mnie, bym spojrzała w jego piękne, brązowe oczka – Wypełnimy wspólnie wszystkie dokumenty i pozwolisz mi by Franek nosił moje nazwisko. Dobrze?
- Masz do tego jak największe prawo – uśmiechnęłam się do niego, nachylając się i muskając przelotnie jego usta – Zrobię wszystko by Franco nosił twoje nazwisko.
- Jak brzmiało by jego imię z przekładem na hiszpański?
- Francesc Tito Bednarek Pique – wyrecytowałam niczym znany wierszyk, biorąc łyk pomarańczowego soku i zaczynając zajadać się pysznymi rogalikami.
- Francesc Tito Torres Bednarek – poprawił mnie Fernando. Uśmiechnęłam się do niego radośnie, tylko tyle potrzebowałam. Jego i swojego syna.


~*~

i mamy nowość! ;d nie podobają mi się te rozdziały które mam w wordzie. -,- są jakieś takie...ni w pionę ni w oko. takie....o. sobie są. mam nadzieje, że wam się spodoba. następny, jak mi się uda to w czwartek. wiecie, mam teraz urwanie głowy bo chrzciny się szykuję a mam być matką chrzestną. pierwszy raz! mam nadzieje, że podołam swojej roli. :)
do następnego! :)

4 komentarze:

  1. Bardzo ciekawe opowiadanie. Przypadkiem na nie wpadłam i bardzo mi się spodobało. Franco to na serio urocze dziecko! Taki mały urwis! Nawet nie wie, jakie ma szczęście, że Fernando to jego ojciec. Od razu widać, że Torresowi na nim zależy, jak i na Dani. Mam nadzieję, że ta dwójka będzie w przyszłości razem. Czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  2. to opowiadanie jest po prostu cudne
    czekałam na taki przebieg akcji
    jedynym "minusem" tego bloga jest to że cholernie uzależnia przeczytam nowy rozdział i już chcę następny

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział, dobrze, że Fernando poznał prawdę i wszystko się zaczyna układać, jednak w opowiadaniach nic nie wiadomo. Ja się pytam, czemu te rozdziały są tak wciągające i chce się cały czas czytać więcej i więcej? Pozdrawiam :* :D

    OdpowiedzUsuń
  4. No cóż ja na miejscu Olalli i będąc w ciąży nie byłabym zachwycona, gdyby mój małżonek zdradzał mnie z inną. Ten wątek mnie trochę zdziwił. Bardziej wiarygodne byłoby, gdyby żona trzasnęła drzwiami i się zwyczajnie w świecie wściekła. No ale niech będzie...
    Dobrze, że się w końcu dowiedział o Franku, bo szkoda żeby dziecko wychowywało się bez ojca. No i jak Olalla nie jest już z Ferdkiem, to nic nie stoi na przeszkodzie żeby Danni z nim była.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń